<h2>Prawo patentowe</h2>
<h2>Prawo autorskie</h2>
<h2>Znak towarowy</h2>
Kosmiczny wynalazek
Ostatnie tygodnie przyniosły astronomiczne odkrycie, którego przez długi czas nic nie przebije. Pod koniec lutego 2017 r. okazało się, że naukowcy z... Czytaj dalej
Znak towarowy w szkocką kratę
Szkocka whisky to jeden z najpopularniejszych i najbardziej rozpoznawalnych alkoholi na świecie. Jest ona produkowana w procesie destylacji zacieru... Czytaj dalej
Mariaż gier i telewizji
Telewizja oferuje obecnie wiele programów, a nawet całe kanały tematyczne. Medium to zyskało jednak potężną konkurencję w postaci serwisów... Czytaj dalej
NSZZ Solidarność musi zagryźć zęby
W ubiegłym roku NSZZ Solidarność poczuł się urażony wykorzystaniem członu jego nazwy pisanego charakterystyczną czcionką na plakatach tak zwanego... Czytaj dalej
Lacoste w odwrocie
Znaki towarowe znanych marek wyglądają bardzo różnie. Niektóre z nich to stylizowane monogramy, inne – imiona czy nazwiska projektantów, zaś marka... Czytaj dalej
prev
next

reklama
kancelaria patentowa

Ranking polskich marek 2016!

piątek, 17 marzec 2017 12:52

Wyjątki w prawie autorskim dla niewidomych

Zharmonizowane ramy prawne w zakresie praw autorskich i pokrewnych, poprawiając pewność prawną, a zarazem zapewniając wysoki poziom ochrony własności intelektualnej, sprzyjają poważnym inwestycjom w twórcze i nowatorskie działania. Bez harmonizacji na szczeblu Wspólnoty procesy legislacyjne na poziomie krajowym, już zapoczątkowane przez wiele państw członkowskich, aby sprostać wyzwaniom technologicznym, mogłyby pociągnąć za sobą powstanie istotnych różnic w dziedzinie ochrony, a w związku z tym stworzyć ograniczenia dla swobodnego przepływu usług i towarów zawierających elementy objęte własnością intelektualną lub opierających się na takich elementach, co spowodowałoby ponowny podział rynku wewnętrznego i niespójności natury legislacyjnej.

Dlatego istniejące ramy prawa wspólnotowego odnoszące się do ochrony praw autorskich i pokrewnych powinny zostać dostosowane i uzupełnione w takim stopniu, jaki jest konieczny dla prawidłowego funkcjonowania rynku wewnętrznego. W tym celu należy dostosować przepisy krajowe w zakresie praw autorskich i pokrewnych, które są zróżnicowane w poszczególnych państwach członkowskich lub powodują niepewność prawną utrudniającą sprawne funkcjonowanie rynku wewnętrznego i prawidłowy rozwój społeczeństwa informacyjnego w Europie oraz należy unikać niezgodnych reakcji krajowych na rozwój technologiczny, natomiast nie należy usuwać lub zapobiegać powstawaniu różnic, które nie naruszają funkcjonowania rynku wewnętrznego. Tego tematu dotyczyła opinia Trybunału Sprawiedliwości UE z 14 lutego 2017 r. w sprawie Traktatu z Marrakeszu o ułatwieniu dostępu do opublikowanych utworów osobom niewidomym, niedowidzącym i cierpiącym na inne zaburzenia odczytu druku.

Zdaniem Trybunału, należy zabezpieczyć właściwą równowagę praw i interesów między różnymi kategoriami podmiotów praw autorskich, jak również między nimi a użytkownikami przedmiotów objętych ochroną. Istniejące różnice w wyjątkach i ograniczeniach wobec niektórych zastrzeżonych czynności mają bezpośredni negatywny wpływ na funkcjonowanie rynku wewnętrznego w dziedzinie praw autorskich i pokrewnych. Dla zapewnienia prawidłowego funkcjonowania rynku wewnętrznego wyjątki te i ograniczenia należy określić w bardziej jednolity sposób. Stopień harmonizacji tych wyjątków powinien być oparty na ich wpływie na prawidłowe funkcjonowanie rynku wewnętrznego.

Państwa członkowskie przewidują dla autorów wyłączne prawo do zezwalania lub zabraniania bezpośredniego lub pośredniego, tymczasowego lub stałego powielania utworu, przy wykorzystaniu wszelkich środków i w jakiejkolwiek formie, w całości lub częściowo. Przewidziane są jednak wyjątki w przypadku  korzystania dla dobra osób niepełnosprawnych, jeżeli korzystanie odnosi się bezpośrednio do upośledzenia i nie ma handlowego charakteru, w rozmiarze, który wynika z tego upośledzenia.

czwartek, 16 marzec 2017 12:49

Kosmiczny wynalazek

Ostatnie tygodnie przyniosły astronomiczne odkrycie, którego przez długi czas nic nie przebije. Pod koniec lutego 2017 r. okazało się, że naukowcy z NASA (National Aeronautics and Space Administration - Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej) i Europejskiego Obserwatorium Południowego (ESO) odkryli, że w układzie odległym od nas o 40 lat świetlnych krąży siedem skalistych planet o rozmiarach podobnych do Ziemi. Mogą tam panować ziemskie temperatury i istnieć woda w stanie ciekłym.

Może jeszcze nie tak daleko od Ziemi, ale trochę bliżej da się wykorzystać ostatni wynalazek polskich naukowców. Inżynierowie z Polski wymyślili olbrzymi chwytak, który ma wyłapać nawet największe kosmiczne śmieci, krążące wokół naszej planety. Jednym z ogromnych „śmieci” jest nieczynny satelita Envisat o wadze ośmiu ton. Jego pochwycenie jest o tyle trudne, że urządzenie ciągle obraca się wokół własnej osi. Operacja kosmicznego sprzątania jest planowana przez Europejską Agencję Kosmiczną.

Polskie ramię robotyczne, które mas posłużyć do złowienia satelity, to wynalazek firmy SENER Polska. Musi ono być wytrzymałe i zdolne do szybkiego zaciśnięcia chwytu pod trudnym do przewidzenia kątem, jak wskazują jego wynalazcy. Podzespoły wynalazku są też opracowywane przez Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk. 

środa, 15 marzec 2017 12:35

Znak towarowy w szkocką kratę

Szkocka whisky to jeden z najpopularniejszych i najbardziej rozpoznawalnych alkoholi na świecie. Jest ona produkowana w procesie destylacji zacieru zbożowego i poddawana dojrzewaniu w drewnianych, głównie dębowych, beczkach. Produkcją tego alkoholu zajmują się zarówno najwięksi gracze alkoholowego rynku, jak i mniejsi producenci. Niedawno jeden z tych ostatnich wygrał batalię o znak towarowy, którą można uznać za swoistą walkę Dawida z Goliatem.

Po drugiej stronie sporu znajdował się producent popularnego szkockiego piwa McEwan’s Lager. Problemem była część tego właśnie wyrażenia, ponieważ whisky będąca przedmiotem postępowania została nazwana od nazwiska jej producenta, Jim McEwana. Browar sprzeciwił się rejestracji przez pana McEwana znaku towarowego „McEwan” dla whisky. Rozpatrujący sprawę urząd wskazał jednak, że konsumenci nie zostaną tym wprowadzenia w błąd i nie pomylą piwa z mocniejszym alkoholem.

Co ciekawe, problem z oznaczeniami mają też sami producenci whisky. Producenci, którzy wytwarzają whisky według tradycyjnej receptury, zrzeszeni są w organizacji Scotch Whisky Association. Jej członkowie mają jednak problem z nieuczciwymi przedsiębiorcami niezrzeszonymi w stowarzyszeniu, którzy produkują i wprowadzają do obrotu podrobioną whisky, uzyskiwaną taniej w innych warunkach i krótszym czasie, a więc o dużo niższej jakości, co do której nazwa „whisky” nie powinna być stosowana.

 

wtorek, 14 marzec 2017 12:31

Mariaż gier i telewizji

Telewizja oferuje obecnie wiele programów, a nawet całe kanały tematyczne. Medium to zyskało jednak potężną konkurencję w postaci serwisów oferujących filmy i seriale „on demand” – na życzenie, co powoduje znaczny spadek oglądalności. W związku z tym, międzynarodowe telewizje muszą podejmować inne działania, które przyniosą im zyski. Niedawno telewizja Discovery zawarła umowę licencyjną dotyczącą między innymi znaków towarowych z producentem gier, spółką PlayWay. Oznacza to, że PlayWay będzie mogła w latach 2017-019 wykorzystywać znaki towarowe czy muzykę z uniwersum Discovery Channel w wydawanych przez siebie grach.

Licencjodawca, Discovery Communications, prowadzi miedzy innymi takie kanały, jak  Discovery Channel, TLC, Animal Planet, Discovery Travel czy BBC America. Znaki towarowe licencjodawcy mają być wykorzystane w grach komputerowych „Gold Rush” i „Diesel Brothers” oraz dodatkach do gry „Car Mechanic Simulator”. Co ciekawe, działania marketingowe dotyczące produktów opatrzonych oznaczeniami z umowy licencyjnej mają być reklamowane nie tylko przez PlayWay, ale również przez Discovery Communications, na jej kanałach. Widać obu spółkom bardzo zależy, aby nowe gry dobrze się sprzedawały i przynosiły znaczące zyski.

Nic w tym dziwnego – obecnie gry komputerowe mają budżety przewyższające nawet znaczną część produkcji filmowych. Przykładowo, „Wiedźmin 3: Dziki gon”, gra z naszego rodzimego podwórka, miała budżet na poziomie 67 milionów dolarów, z czego 35 milionów przeznaczono na koszty marketingu, reklamy i PR. Na wyprodukowanie osadzonej na Dzikim Zachodzie gry „Red Dead Redemption” przeznaczono zaś aż 100 milionów dolarów.

poniedziałek, 13 marzec 2017 12:25

NSZZ Solidarność musi zagryźć zęby

W ubiegłym roku NSZZ Solidarność poczuł się urażony wykorzystaniem członu jego nazwy pisanego charakterystyczną czcionką na plakatach tak zwanego Czarnego Protestu, manifestacji przeciwko projektowi zaostrzenia prawa aborcyjnego. Przeciwko projektowi w październiku 2016 r. w wielu miastach zorganizowano protesty, na których frekwencja zaskoczyła nawet samych organizatorów. Nie były one organizowane przez konkretne partie czy stowarzyszenia polityczne, ale stanowiły rezultat spontanicznej akcji rozpowszechnionej głównie przez portale społecznościowe. Jeden z plakatów informujących o planowanym proteście przedstawiał parafrazę plakatu wykorzystywanego niegdyś przez NSZZ Solidarność - czarną postać kowboja i napis „W samo południe” oraz hasło „Solidarność” pisane czerwonymi literami. Na plakacie użytym dla celów protestu kowboja zastąpiono sylwetką kobiety.

NSZZ Solidarność, a właściwie Komisja Krajowa, zaczęła szukać organizatorów protestu, grożąc wniesieniem przeciwko nim powództwa o naruszenie praw własności przemysłowej. Charakterystyczny napis „Solidarność” z literą „I” przechodzącą we flagę jest bowiem zarejestrowany jako znak towarowy. Finalnie, NSZZ Solidarność złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa, ze względu na wykorzystanie znaku towarowego przez podmiot do tego nieuprawniony. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku odmówiła jednak wszczęcia śledztwa w sprawie. użycia znaku NSZZ Solidarność podczas demonstracji.

Stowarzyszenie odwołało się do sądu. Sąd Rejonowy w Gdańsku zgodził się jednak niedawno ze stanowiskiem prokuratury. Zdaniem sądu, organizatorzy Czarnego Protestu mieli prawo wykorzystywać oznaczenie „Solidarność”. Sąd utrzymał w mocy zaskarżone postanowienie prokuratora z Prokuratury Okręgowej Gdańsku z 20 października 2016 roku o odmowie wszczęcia śledztwa. Postanowienie sądu jest prawomocne. Sąd wskazał, że aby mówić o odpowiedzialności karnej za wykorzystywanie cudzego znaku towarowego, sprawca czynu musiałby opatrywał cudzym znakiem towarowym jakiś produkt celem wprowadzania go do obrotu. Takie działanie nie miało natomiast miejsca.

piątek, 10 marzec 2017 10:09

Lacoste w odwrocie

Znaki towarowe znanych marek wyglądają bardzo różnie. Niektóre z nich to stylizowane monogramy, inne – imiona czy nazwiska projektantów, zaś marka Lacoste, znana głównie z luksusowej odzieży casualowej i sportowej, ma w znaku towarowym rozpoznawanego na całym świecie zielonego krokodyla.

Zamysł marki powstał w 1929 r., kiedy to René Lacoste, francuski tenisista, wymyślił własną koszulkę. Grając 3 lata wcześniej w turnieju US Open założył po raz pierwszy białą koszulkę z krótkimi rękawami, szytą z francuskiej bawełny. Odróżniała się ona całkowicie od panującej ówcześnie mody tenisowej. Rok po rozgrywkach amerykańska prasa nazwała Rene „the Alligator” z powodu noszonej przez niego teczki ze skóry aligatora. Przezwisko to spodobało mu się na tyle, że poprosił swojego przyjaciela, aby ten stworzył projekt rysunku krokodyla, który następnie został wyhaftowany na noszonych przez niego podczas meczów koszulkach. Tak powstała marka Lacoste, warta obecnie miliony dolarów.

Teraz Lacoste przegrał w Nowej Zelandii spór dotyczący charakterystycznego krokodylka przeciwko Crocodile International. Obie firmy odzieżowe używają logo z wizerunkiem krokodyla i kłóciły się, kto powinien wykorzystywać jego wizerunek w różnych państwach na świecie. W 2008 r. Crocodile International wskazał, że Lacoste nie używa w sposób rzeczywisty spornego znaku towarowego w Nowej Zelandii i chciał go unieważnić. Postępowanie zakończyło się sukcesem, jedna spółka Lacoste odwołała się od decyzji o unieważnieniu swojego znaku. Sąd wydał wyrok na jej korzyść. Crocodile International nie zrezygnowała, a sprawa trafiła do sądu drugiej instancji, który właśnie wydał wyrok na niekorzyść Lacoste. Sąd uznał, ze znak ze znanym gadem nie był rzeczywiście używany na terytorium Nowej Zelandii. Lacoste nie tylko nie obronił swojego znaku, ale też musi ponieść koszty postępowania.

czwartek, 09 marzec 2017 10:07

Ugoda w sprawie „Saskiej”

Polskie wódki cieszą się na rynku wysoką renomą, a rodzime marki są rozpoznawalne na całym świecie. W ubiegłym roku dwaj wytwórcy tego popularnego alkoholu rozpoczęli między sobą walkę o znak towarowy. W połowie września 2016 r. do lubelskiego zakładu Stock Polska, spółki produkującej między innymi Żołądkową Gorzką, zawitał komornik. Działo się to na skutek udzielenia przez sąd zabezpieczenia roszczeń firmy CEDC, dotyczących nazwy „Saska”. Wódkę pod taką marką oferował bowiem już wtedy prawie od roku Stock. Problem tkwił w tym, że CEDC posiadała dokładnie taki zarejestrowany znak towarowy.

CEDC złożyła wniosek o rejestrację znaku „Saska” w listopadzie 2015 r., na miesiąc po tym, jak Stock wypuścił na rynek wódkę o takiej właśnie nazwie. Stock Polska wniósł do sądu zażalenie na postanowienie pozwalające na zajęcie towarów spółki. Gdyby wówczas spółka Stock dowiodła, iż znak towarowy został zarejestrowany w złej wierze, mogłaby unieważnić prawo ochronne na znak towarowy „Saska”.

Z początkiem bieżącego roku Stock i CEDC dogadały się jednak w sprawie zbyt podobnych nazw produkowanych przez nie wódek. Sprawa została zakończona polubownie, a działania sądowe zostały zakończone. W ramach ugody, tytuł prawny do znaku towarowego „Saska” został przeniesiony z CEDC na Stock Polska. Ta ostatnia będzie więc mogła dalej produkować i sprzedawać wódkę „Saska”.  O dalszych postanowieniach ugody nic nie wiadomo, ponieważ warunki porozumienia pozostają poufne.

środa, 08 marzec 2017 10:05

Kim jest przeciętny konsument?

Przy porównywaniu podobieństwa znaków towarowych, w celu oceny możliwości wprowadzenia konsumenta w błąd, stosuje się powszechnie przyjęty model przeciętnego konsumenta. Oceniając możliwość wprowadzenia odbiorcy w błąd należy przyjąć jednorodny wzorzec przeciętnego konsumenta danego produktu. Obecnie sądy krajowe państw członkowskich Unii Europejskiej zobowiązane są stosować wzorzec przeciętnego konsumenta stosowany przez Trybunał Sprawiedliwości UE. Obowiązek ten wyczytać można przede wszystkim z Traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską. Przyjęcie nowej wersji przeciętnego modelu konsumenta dokonana została już jakiś czas temu również przez sądy polskie.

Przeciętny konsument to konsument, który jest dostatecznie dobrze poinformowany, uważny i ostrożny. Ma to szczególne odzwierciedlenie aktualnie, kiedy z ogromu dostępnych na rynku towarów tego samego rodzaju konsument musi wybrać taki towar, który będzie mu najbardziej odpowiadał. Na ogół  konsumenci zwracają baczną uwagę na to, co kupują, a zwłaszcza na to, od jakiego przedsiębiorcy pochodzą zakupione towary. Potwierdza to jednoznacznie zmiana przyjętego w doktrynie i orzecznictwie modelu przeciętnego odbiorcy z mało rozważnego na rozważnego i zorientowanego odbiorcę.

Często przy wyborze produktu znaczenie ma subiektywne przywiązanie do marki oraz producenta przejawiające się przenoszeniem skojarzeń z wcześniejszych produktów opatrzonych tą marką na kolejne, nowe produkty tej marki. Powoduje to często automatyczne odrzucenie innych konkurencyjnych produktów. Z tego też względu przeciętny konsument zwracają baczną uwagę na ich markę, a w konsekwencji pochodzenie. Często konsumenci zwracają uwagę na różnorodne informacje dostępne na opakowaniach towarów, w szczególności produktów żywnościowych. Weryfikują oni producenta danego towaru, gramaturę towaru, jego datę ważności czy kaloryczność. Zachowania te potwierdzone są w życiu codziennym chociażby popularnością używanych przez konsumentów aplikacji na telefony komórkowe, które po zeskanowaniu kodu kreskowego z opakowania produktu pozwalają poznać jego skład, wartość odżywczą czy użyte w nim konserwanty.

wtorek, 07 marzec 2017 10:01

Amerykański prezydent w Chinach

Dziesiątki chińskich firm i osób fizycznych złożyły ostatnio co najmniej 65 wniosków do znajdującego się w Pekinie chińskiego urzędu patentowego, aby zarejestrować imię "Ivanka" jako znak towarowy dla swoich produktów, począwszy od tapet, poprzez suplementy diety i kosmetyki, aż po alkohol. Wśród nich jest też spółka z Pekinu, która świadczy usługi odchudzania. Chińscy przedsiębiorcy chcą sobie zapewnić monopol na korzystanie z oznaczenia "Ivanka", imienia najstarszej córki obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa.

Jeden z ostatnich wniosków został złożony przez Fujian Yingjie Commodity Company do korzystania ze znaku „Ivanka” dla chińskiej marki podpasek tydzień po tym, jak Trump wygrał wybory prezydenckie w USA. Większość aplikacji nadal jest przetwarzanych i nie wiadomo, czy organ da tym znakom towarowym zielone światło na rejestrację.

Ustawy i przepisy zezwalające firmom w Chinach używać nazw obcych lub chińskich tłumaczeń nazw takich jak znaki towarowe zarejestrowane na rzecz osób trzecich, prowadzą do wielu międzynarodowych sporów i kontrowersji. Sam Trump prowadził w Chinach od lat wiele sporów dotyczących znaków towarowych i dopiero po tym, jak wygrał w ubiegłym roku wybory prezydenckie, otrzymał korzystne orzeczenie z  chińskiego urzędu.

Trump złożył w Chinach wniosek o rejestrację znaku towarowego w postaci jego nazwiska dla takich towarów i usług, jak prace budowlane w grudniu 2006 r., ale jego wniosek został odrzucony na rzecz zgłoszenia niejakiego Dong Wei, który złożył podobny wniosek dwa tygodnie wcześniej niż Trump.

poniedziałek, 06 marzec 2017 05:38

Bieliźniany przetarg

Atlantic to jeden ze znanych polskich producentów bielizny. Już niedługo firma może jednak przestać istnieć. W firmę początkowo uderzył kryzys finansowy na światowych rynkach, a później konflikt na Ukrainie, gdzie spółka prowadziła swoje centrum dystrybucyjne i gdzie trafiało corocznie około 60% całej produkcji. Ostatnim gwoździem do trumny Atlantica były jednak działania Urzędu Skarbowego, który nie zgodził się na rozłożenie zaległości spółki na raty. Dotyczyły one długu z podatku VAT za centrum dystrybucyjne. Konta Atlantica zostały zamrożone na poczet odzyskania sięgającego kwoty 54 milionów zł długu wobec fiskusa. Upadłość spółki ogłoszono w 2015 r.

Teraz syndyk ogłosił przetarg na znaki towarowe upadłego dystrybutora bielizny. Nabyć można będzie kilkanaście oznaczeń, w tym flagowy „Atlantic”. Cena wywoławcza wynosi 1,906 miliona zł. Znaki można nabyć tylko łącznie, zakup pojedynczych oznaczeń jest niemożliwy. Składanie ofert jest możliwe do 27 marca 2017 r.

Co ciekawe, nie jest to pierwsze podejście do przetargu znaków towarowych firmy Atlantic. Podobny został przeprowadzony w ubiegłym roku – zakończył się we wrześniu. Za pierwszym razem cena wywoławcza była znacznie wyższa – wynosiła 8,2 miliona zł, ale też przedmiotem przetargu nie były wyłącznie znaki towarowe, jednak również zaległy towar. Ubiegłorocznym przetargiem było zainteresowanych dziesięciu inwestorów branżowych, jednak finalnie żaden z nich nie złożył oferty. Dlatego właśnie aktualnie przetarg zostanie powtórzony.

Strona 1 z 114