<h2>Prawo patentowe</h2>
<h2>Prawo autorskie</h2>
<h2>Znak towarowy</h2>
Książkowi piraci
Wraz z rozwojem nowych technologii, większość towarów czy czynności codziennego życia zostaje zastąpionych ich elektronicznymi wersjami. Tak... Czytaj dalej
Blokowanie stron internetowych z podróbkami
Wytwórnie filmowe i muzyczne mają coraz bardziej dość uciążliwej walki z piratami internetowymi, naruszającymi prawa autorskie do... Czytaj dalej
Czy znak towarowy obniży koszty?
Chociaż znane powiedzenie głosi, że pewne na świecie są tylko śmierć i podatki, to już interpretacja prawa podatkowego oraz wyroki sądów w... Czytaj dalej
Pokemony atakują
Hitem ostatnich tygodni jest aplikacja na smartfony Pokemon Go! Grają w nią zarówno mali, jak i duzi, wychowani na kreskówkach anime o... Czytaj dalej
Spór o jabłko w domenie
Jedna z najbardziej rozpoznawalnych amerykańskich spółek na rynku komputerowym, Apple, znana jest ostatnio również z zamiłowania do... Czytaj dalej
prev
next

kancelaria patentowa

Paczkomaty Poczta Polska? Jest decyzja!

środa, 27 lipiec 2016 12:21

Książkowi piraci

Wraz z rozwojem nowych technologii, większość towarów czy czynności codziennego życia zostaje zastąpionych ich elektronicznymi wersjami. Tak na przykład przytaczając podstawową czynność, jaką są zakupy, w dzisiejszych czasach  tradycyjny koszyk wypiera coraz silniej jego wirtualna wersja. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy wydaje się być przede wszystkim wygoda, którą oferują takie usługi. Zamiast dźwigać ciężkie torby po brzegi wypełnione zakupami, towary same do nas przyjdą, bez większego wysiłku z naszej strony          

Analogicznie rzecz ma się z książkami. Dawniej, aby móc zabrać ze sobą kilka książek, trzeba było nastawić się na dźwiganie ciężaru opasłych woluminów. Nic więc dziwnego, iż nowoczesne technologie zagościły na stałe także w tej dziedzinie życia. Obecnie nie ma najmniejszego problemu z wyjazdem na wakacje w góry czy nad morze, mając ze sobą nawet kilka setek książek w postaci e-booków, które możemy z łatwością zabrać bez konieczności dźwigania ciężkiego bagażu. Ta elektroniczna wersja papierowej książki może zostać umieszczona na czytniku e-ink, ale również w każdym telefonie komórkowym, dzięki czemu użytkownik w każdym czasie ma dostęp do swojej własnej mini-biblioteki. Zjawiskiem negatywnym jest, iż wraz ze wzrostem popularności e-booków rozrastać się również zaczął piracki rynek, umożliwiający pobieranie z internetu książek za darmo. Wydawnictwa książkowe, na nieszczęście użytkowników takich serwisów, nie zamierzają przyglądać się bezradnie poczynaniom „piratów”. Szacuje się, iż polski rynek wydawniczy przez naruszanie własności intelektualnej stracił już dziesiątki milionów złotych.

Znaczną barierą dostępu do oryginalnych e-booków jest jednak ich cena, najczęściej taka sama, jak cena książki papierowej. Według przeprowadzonej wśród czytelników ankiety, aż 37% respondentów stwierdza, iż chciałoby płacić za e-booki połowę ceny tradycyjnej książki. W obecnej sytuacji, za 1 e-booka płacimy w zasadzie tyle samo, co za wersję papierową, pomimo diametralnie niższych kosztów jego powstania. Sytuacja ta najprawdopodobniej w najbliższym czasie nie ulegnie zmianie. Spowodowane jest to głównie zróżnicowaniem podatku VAT, uiszczanym od tradycyjnych książek na preferencyjnych warunkach ze stawką 5%. Natomiast w przypadku wersji elektronicznej, traktowanej jako usługa, a nie towar, stawka ta wzrasta niebotycznie do 23%. Rozwiązaniem problemu naruszania praw autorskich do popularnych tytułów dostępnych online byłoby z pewnością obniżenie cen e-booków.

Wytwórnie filmowe i muzyczne mają coraz bardziej dość uciążliwej walki z piratami internetowymi, naruszającymi prawa autorskie do filmów, książek i muzyki. Czasem próbują w związku z tym prowadzić walkę z nimi za pomocą ciężkiej amunicji. Jakiś czas temu Komisja ds. Kradzieży Amerykańskiej Własności Intelektualnej działająca w USA wpadła na pomysł, aby osobom, które rozpowszechniają za pomocą sieci pliki naruszające prawo autorskie, wysyłać wirtualne „bomby”. Taka bomba blokowałaby korzystanie z komputera pirata, poprzez wpuszczenie do komputera złośliwego oprogramowania.

Przy próbie otwarcia licencjonowanego pliku, aktywowałaby ona oprogramowanie malware, powodując paraliż całego systemu operacyjnego. Pozostałaby tylko wyświetlana na monitorze informacja, pod jaki numer należy zadzwonić w celu odblokowania systemu. Miałby to być numer specjalnego oddziału policji, który w zamian za odblokowanie systemu wystawiałby mandat, po którego opłaceniu użytkownik mógłby z powrotem korzystać ze swojego komputera.

Innym pomysłem na zwalczanie internetowego piractwa jest blokowanie stron umożliwiających ściąganie nielegalnie udostępnionych plików. Teraz podobna koncepcja być może zostanie zastosowana w stosunku do naruszeń znaków towarowych. W lipcu 2016 r. brytyjski sąd apelacyjny wydał wyrok, w którym poparł blokowanie stron internetowych, na których oferowane są towary oznaczone podrobionym znakiem towarowym. Przedmiotem sporu było oferowanie na internetowych platformach sprzedażowych podróbek marek należących do Compagnie Financière Richemont, właściciela takich znaków towarowych, jak „Cartier” czy „Mont Blanc”. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny, a sprawa może trafić do brytyjskiego sądu najwyższego.

poniedziałek, 25 lipiec 2016 12:05

Czy znak towarowy obniży koszty?

Chociaż znane powiedzenie głosi, że pewne na świecie są tylko śmierć i podatki, to już interpretacja prawa podatkowego oraz wyroki sądów w jej sprawie takie pewne już nie są. Wiadomo też, że nikt nie chce ich płacić, a jeżeli już – to chociaż jak najniższe. W celu obniżenia opodatkowania przedsiębiorcy starają się wliczać jak najwięcej opłat i wydatków w koszty. A czy da się korzystać z podatkowej preferencji, uwzględniając amortyzację znaku towarowego?

Kwestia ta budzi kontrowersje. Fiskus nie zgadza się bowiem na przyznanie prawa do amortyzacji oznaczeniom, które najpierw zostały wniesione do przedsiębiorstwa, a dopiero potem zarejestrowane jako znaki towarowe. Niektórzy przedsiębiorcy traktują je jednak jako przedmioty prawa autorskiego, co umożliwia uznanie ich amortyzacji. Jest to jednak ryzykowna praktyka, w kwestii której przedsiębiorcom pozostaje ubieganie się o interpretacje podatkową lub zaufanie własnemu szczęściu  do hazardu. Dotyczy to w szczególności znaków towarowych wnoszonych aportem z jednej firmy do drugiej, kiedy ta druga po uzyskaniu rejestracji próbuje zamortyzować znak, aby obniżyć podatek.

Katalog wartości niematerialnych i prawnych podlegających amortyzacji znajduje się w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych. Są tam również opisane prawa własności intelektualnej, takie jak prawa autorskie i pokrewne prawa majątkowe, prawa określone w ustawie Prawo własności przemysłowej, czy licencje na takie prawa. Zapisy ustawy są jednak dość niejasne, a kwestie podatkowe są zazwyczaj weryfikowane przez fiskusa. Ten nie uznaje zaś za zdatne do zamortyzowania nawet zarejestrowanych znaków towarowych. Jego zdaniem, w takiej sytuacji podatnik otrzymuje aportem tylko prawo do uzyskania prawa ochronnego, a gdy Urząd Patentowy wyda decyzję o rejestracji, stanie się ono wytworzoną, a nie nabytą wartością niematerialną i prawną, w związku z czym nie można objąć jej ulgą.

Takie twierdzenia można znaleźć w interpretacjach podatkowych oraz decyzjach niektórych sądów. Co prawda, istnieją jednak niezgodne z przeważającym nurtem wyroki twierdzące, że prawo ochronne na znak towarowy może podlegać amortyzacji, jednak w prawie polskim, które nie należy do uznającego precedensy Common law, sądy nie są obowiązane do powielania wcześniejszych wyroków, należy więc być ostrożnym.

piątek, 22 lipiec 2016 10:44

Pokemony atakują

Hitem ostatnich tygodni jest aplikacja na smartfony Pokemon Go! Grają w nią zarówno mali, jak i duzi, wychowani na kreskówkach anime o kolorowych, fantastycznych stworkach, Pokemonach. Dzięki aplikacji Pokemony pokazują nam się w realnych miejscach i możemy je „złapać”, a dzięki temu dostać punkty i przesuwać się coraz wyżej w ranking trenerów tych zabawnych bajkowych postaci. Co ciekawe, nie jest to pierwsza próba stworzenia podobnej zabawy, jednak pierwsza – oficjalna. Te nieoficjalne nie powiodły się.

W styczniu 2014 r. twórca animacji „Pokemon” wystosował pozew przeciwko Marcusowi Fraserowi, właścicielowi  i operatorowi aplikacji „Pokellector” oraz strony internetowej pokellector.com, ze względu na naruszenie praw do znaków towarowych „Pokemon” i „Poke Ball”. Zdaniem powoda, logotypy wykorzystywane na stronie i w aplikacji zbytnio przypominały jego znaki towarowe zarówno brzmieniowo, jak i pod względem graficznym. Nazwa „Pokecollector” jest bowiem napisana charakterystyczną, powyginaną żółtą czcionką.

Strona internetowa oraz  aplikacja Pokellector i pozwalały użytkownikom na przeglądanie ofert kart Pokémon.  W  większości przypadków, gdy użytkownik kliknie na nazwę karty, na ekranie wyświetlany był wizerunek karty. To, zdaniem właściciela znaków towarowych, stanowiło również naruszenie jego praw autorskich do kart Pokemon. Pokecollector bronił się, że – aby uniknąć wprowadzenia użytkowników w błąd – umieścił na wyświetlanych kartach swoje własne oznaczenia. To właściciela znaków „Pokemon” jednak nie przekonało i nie zaniechał dochodzenia roszczeń. Spór nadal trwa.

Jak się okazuje, czasami kreskówki dla dzieci to poważna sprawa. W szczególności, jeśli chodzi o pieniądze.

czwartek, 21 lipiec 2016 10:41

Spór o jabłko w domenie

Jedna z najbardziej rozpoznawalnych amerykańskich spółek na rynku komputerowym, Apple, znana jest ostatnio również z zamiłowania do pozywania różnych podmiotów gospodarczych za naruszenia własności przemysłowej i intelektualnej należącej do Apple. Choć wydaje się, że naruszenia te często jednak zachodzą wyłącznie w ocenie Apple, to czasami są one jednak raczej oczywiste.

Roszczenia Apple zawitały ostatnio również do Polski. Jakiś czas temu Apple wszczęło przed polskim sądem spór o prawa do domeny internetowej iphone.com.pl. Pozwana spółka wykorzystywała ten adres do sprzedawania produktów z branży IT oraz telekomunikacji, w tym także oferując produkty Apple. Sąd Polubowny ds. Domen Internetowych przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji uznał, że takie działanie stanowi naruszenie praw własności przemysłowej Apple, w tym do renomowanego znaku towarowego. Właściciel musi, w myśl wyroku, nieodpłatnie przekazać Apple prawa do spornej domeny. Choć wyrok zapadł jeszcze w ubiegłym roku, to jeszcze do niedawna nie był on publikowany.

W kontekście własności przemysłowej spółka Apple jest szeroko znana z wytaczania często kuriozalnych procesów przeciwko podmiotom wykorzystującym znaki towarowe choćby minimalnie, jej zdaniem, podobne do znaków towarowych Apple. Przykładem może tu być proces wytoczony przeciwko niemieckiej kawiarni o nazwie Apfelkind, której logo zawierało wizerunek jabłka z wpisanym w nią zarysem twarzy dziecka. Spółka z Cupertino domagała się również unieważnienia znaku towarowego należącego do polskich delikatesów internetowych A.pl. Apple złożyło przeciwko rejestracji znaku wniosek o jej unieważnienie. Główne zarzuty giganta rynku komputerowego to konfuzyjne podobieństwo znaków i wykorzystywanie renomy marki Apple.

Bywają jednak i takie sprawy z zakresu własności przemysłowej, w których Apple przegrywa. W 2010 r. sąd orzekł, że adres internetowy bloga applemania.pl nie narusza praw spółki z jabłkiem w logo. Na blogu nie były bowiem prowadzone żadne działania sprzedażowe.

środa, 20 lipiec 2016 10:38

Kinga Rusin walczy o Pat&Rub

Wybór produktów na kosmetycznym rynku jest ogromny. Możemy wybierać pomiędzy preparatami o wszystkich możliwych zapachach, aptecznymi, wyspecjalizowanymi w zwalczaniu konkretnych problemów czy z najbardziej egzotycznych składników. Możliwość zakupu uzależniona jest niemal wyłącznie od grubości portfela. Dużą popularnością cieszą się obecnie kosmetyki naturalne. Wytwarzane z wyselekcjonowanych ekstraktów roślinnych, mają pomagać naszej skórze czy włosom w zgodzie z naturą. Upodobanie do tego typu kosmetyków wykazują także gwiazdy, zarówno polskie, jak i zagraniczne. Jedną z nich jest popularna prezenterka telewizyjna, Kinga Rusin. Kilka lat temu wraz ze swoją wspólniczką, Magdaleną Hajduk, wprowadziła na polski rynek markę Pat&Rub.

Teraz wokół tej kosmetycznej marki rozpoczął się spór, który z dużym prawdopodobieństwem może zakończyć się przed sadem. Kinga Rusin twierdzi, że spółka Aromeda, która dotychczas obsługiwała od strony handlowej markę kosmetyczną prezenterki, oszukała ją i spowodowała znaczne straty finansowe. Według Rusin, Aromeda przywłaszczyła sobie też prawa dotyczące własności przemysłowej: domenę patandrub.com i logotyp wykorzystywany do promocji marki. Ten ostatni jest zarejestrowany jako znak towarowy.

Aromeda, obsługująca do tej pory sklep internetowy marki Pat&Rub, wystosowała oświadczenie w sprawie, omijając jednak najbardziej kontrowersyjne tematy, między innymi oskarżenie o spowodowanie milionowej straty czy zawłaszczenie znaku towarowego. Spółka zapowiada wprowadzenie na rynek nowej marki, NATURATIV. Marka Pat&Rub nadal będzie dostępna na rynku, jednak o jej ofertę i możliwość zakupu będzie dbał już ktoś inny. Kinga Rusin zapowiada zaś, że będzie walczyć o swoją własność tak samo, jak były bokser, Dariusz „Tiger” Michalczewski, który walczył przed sądem o prawa do znaku towarowego „Tiger” dla napojów energetycznych.

Nie ulega wątpliwości, że Apple z zacietrzewieniem broni swoich praw do wynalazków, wzornictwa czy znaków towarowych. Szerokim echem w technologicznym półświatku odbijały się poczynania spółki z Cupertino, zastrzegającej dla siebie kształt kwadratu z zaokrąglonymi rogami, pozywającej małych przedsiębiorców ze względu na nikłe podobieństwo nazw lub oznaczeń albo skuteczne blokowanie dystrybucji produktów konkurencji na dużych rynkach.

Teraz gigant na rynku elektroniki próbuje opatentować kolejne rozwiązanie, które będzie mógł dodać do swojego, i tak już bogatego, portfolio. Jego najnowsze zgłoszenie patentowe opisuje sposób odbierania sygnałów wysłanych poprzez światło podczerwone przez aparat flagowego telefonu Apple, iPhone’a. W myśl zgłoszenia, czujnik podczerwieni byłby zintegrowany ze standardowym aparatem, przystosowanym do rejestrowania światła widzialnego. Sygnał podczerwony wysyłałby wtedy informacje. Jak przedstawiono w przykładzie zawartym w zgłoszeniu, nakierowując aparat na przykład na obiekt w muzeum, użytkownik mógłby otrzymać wszystkie informacje o nim bez konieczności sczytywania specjalnych kodów, jak na przykład QR.

Ciekawsze jest jednak inne zastosowanie takiego systemu. Podczerwienią można by też wysyłać instrukcje dla smartfona. Jako przykład podano funkcję blokowania nagrywania dźwięku i obrazu na koncertach.

Nie wiadomo, czy patent, jeżeli zostanie on przez Apple oficjalnie uzyskany, zostanie rzeczywiście wprowadzony do obrotu. Wiele technologii jest bowiem zgłaszanych do ochrony i nigdy nie wykorzystywanych przez tak duże firmy, jak Apple, które mogą sobie pozwolić na wydatek, który może się jednak okazać zbędny. Takie patentowanie „na zapas” nie jest wśród dużych podmiotów z odpowiednio wysokim budżetem rzadkością. 

poniedziałek, 18 lipiec 2016 08:32

Toyota wygrywa przed sądem

Po siedmioletniej batalii Toyota wygrała właśnie w Indiach spór ze znakiem towarowym „PRIUS” w tle. Taki wynik sporu to z pewnością oddech ulgi dla tego słynnego producenta samochodów. Sądowa walka pomiędzy Toyota Jidosha Kabushiki Kaisha a Prius Auto Industries i Prius Auto Accessories Private Limited rozpoczęła się w 2009 r. Teraz, po latach zaciekłego sporu, indyjski sąd uznał, że dwie ostatnie spółki naruszyły prawa do znaku towarowego „PRIUS” i popełniały czyny nieuczciwej konkurencji, w związku z czym muszą wypłacić Toyocie odszkodowanie.

Japoński producent samochodów, Toyota, wniósł powództwo przeciwko współpracującym z nią spółkom Prius Auto Industries i Prius Auto Accessories Private Limited, w związku z nieuczciwym wykorzystywaniem  znaku towarowego „PRIUS”, używanego do oznaczania modelu Toyota Prius, który jest ich pierwszym samochodem hybrydowym. Ponadto, obie spółki zostały oskarżone również o sprzedaż części zamiennych wytworzonych lokalnie pod nazwami „Toyota Innova” oraz „Qualis” wraz z oficjalnym logo Toyoty.

Zdaniem Toyoty, obie spółki w nieuczciwy sposób wykorzystywały prawa do oznaczenia „PRIUS”, które przysługiwały na terytorium Indii również Toyocie, wraz z użyciem oznaczeń i logotypów tej ostatniej, w celu poprawienia własnych wyników sprzedażowych na terytorium tego państwa. Podczas siedmioletniego sporu obie strony wykorzystywały wszystkie hinduskie precedensy w zakresie tamtejszego prawa znaków towarowych, Toyocie nie przysługiwało bowiem w Indiach oficjalne prawo ochronne na znak towarowy „PRIUS”. Sąd w Indiach uznał jednak prawa Toyoty i nakazał obu spółkom wypłatę odszkodowania.

piątek, 15 lipiec 2016 14:27

Zła wiara nie popłaca

29 lipca 2009 r. Maquet GmbH dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia słownego unijnego znaku LUCEA LED dla lamp chirurgicznych. 16 września 2009 r. Copernicus EOOD dokonała zgłoszenia do EUIPO słownego znaku LUCEO, między innymi dla narzędzi chirurgicznych, z pierwszeństwem z austriackiego znaku towarowego. 12 listopada 2009 r. Capella EOOD, która w dniu 21 października 2009 r. nabyła uprawnienie do zgłoszenia spornego znaku towarowego, wniosła sprzeciw wobec zgłoszenia znaku LUCEA LED. Sporny znak towarowy został zarejestrowany

3 maja 2011 r. Capella EOOD złożyła do EUIPO wniosek o unieważnienie prawa do spornego znaku towarowego. Wydział Unieważnień stwierdził nieważność prawa do spornego znaku towarowego ze względu na to, że Copernicus była w złej wierze w chwili dokonania zgłoszenia do rejestracji. Maquet GmbH wniosła do EUIPO odwołanie od decyzji Wydziału Unieważnień. 13 listopada 2013 r. spółka Ivo-Kermartin GmbH została wpisana do rejestru unijnych znaków towarowych jako nowy właściciel spornego znaku towarowego. Sprawa trafiła zaś przed Sąd Unii Europejskiej, który 7 lipca 2016 r. wydał wyrok.

Skarżąca spółka dążyła do podważenia stwierdzenia Izby Odwoławczej, zgodnie z którym Copernicus była w złej wierze, gdy dokonywała zgłoszenia spornego znaku towarowego. Sąd przypomniał, że system rejestracji unijnych znaków towarowych opiera się na zasadzie „pierwszego zgłaszającego”. Zgodnie z tą zasadą oznaczenie może zostać zarejestrowane jako unijny znak towarowy jedynie wówczas, gdy nie stoi temu na przeszkodzie wcześniejszy znak towarowy. Zastosowanie tej zasady jest jednak złagodzone: prawo do unijnego znaku towarowego unieważnia się na podstawie wniosku do EUIPO lub roszczenia wzajemnego w postępowaniu o stwierdzenie naruszenia, w wypadku gdy zgłaszający działał w złej wierze w momencie dokonywania zgłoszenia znaku towarowego.

Aby dokonać oceny, czy zgłaszający jest w złej wierze, należy w szczególności rozpatrzyć, czy zamierza on używać zgłoszonego znaku towarowego. Zamiar uniemożliwienia wprowadzenia danego towaru do obrotu może w pewnych okolicznościach stanowić o złej wierze zgłaszającego. Jest tak zwłaszcza w wypadku, gdy okazuje się później, że zgłaszający zarejestrował oznaczenie jako unijny znak towarowy bez zamiaru używania go, wyłącznie po to, by uniemożliwić osobie trzeciej wejście na rynek. Zdaniem Izby Odwoławczej zgłoszenie spornego znaku towarowego zostało dokonane jedynie w celu uzyskania możliwości wniesienia sprzeciwu wobec dokonanego przez interwenienta zgłoszenia unijnego znaku towarowego LUCEA LED i uzyskania związanych z tym sprzeciwem korzyści gospodarczych. Strategia dokonywania zgłoszeń, w którą wpisuje się zgłoszenie spornego znaku towarowego, nie jest przejrzysta dla osób trzecich. Skarga spółki Copernicus została w rezultacie oddalona.

czwartek, 14 lipiec 2016 14:23

Bojowo nastawione Conversy

Amerykański producent popularnych trampek Converse w 2014 r. pozwał 31 firm, twierdząc, że kopiują one projekty jego butów oraz nieuczciwie wykorzystują znak towarowy „Converse”.  Spółka złożyła pozwy przeciwko znanym uczestnikom rynku, takim jak sieć handlowa Walmart i dom mody Ralph Lauren, którzy rzekomo sprzedawali imitacje słynnych trampek Chuck Taylor. Postępowania wszczęte w Nowym Jorku dotyczyły firm z siedzibami w Kanadzie, Australii, Włoszech, Chinach i Japonii. Spółka wniosła także do Międzynarodowej Komisji Handlu o wprowadzenie zakazu importu i sprzedaży obuwia.

Spółce Nike, posiadającej prawa do znaków towarowych związanych z marką Converse nie podobało się, że nieuczciwi konkurenci chcą zarobić na popularności marki, która jest rezultatem milionów dolarów wydanych na reklamę. Dzięki niej „conversy” stały się niemal synonimem specyficznych trampek z wysoką cholewką. Popularność trampek Converse Chuck Taylor gwałtownie wzrosła w ciągu ostatnich lat, wraz ze spopularyzowaniem mody ulicznej. Oryginalnie buty te były dedykowane koszykarzom, aby ułatwić im grę na śliskim parkiecie, a sama marka powstała w USA w 1917 roku.

 Teraz spory te powoli się rozwiązują. Dom mody Ralph Lauren postanowił nie wikłać się dalej w sądowy bój i pójść na ugodę, w myśl której ma między innymi nie oferować na rynku podobnego typu obuwia. Waleczny pozostaje Walmart, który rzekomo dba o możliwość kupowania przez klientów sieci sklepów tańszych towarów, zaś działania Nike uważa za nieuczciwe ograniczenia rynkowe. W kolejnej sprawie, przeciwko marce Under Armour, amerykański sąd ją rozpatrujący orzekł kilka dni temu, że oferowanie na rynku trampek o specyficznym kroju i wyglądzie, wskazanym w pozwie, stanowi naruszenie praw własności przemysłowej Nike. 

Strona 1 z 97