<h2>Prawo patentowe</h2>
<h2>Prawo autorskie</h2>
<h2>Znak towarowy</h2>
Jabłkowy spór sprzed lat. The Beatles vs Steve...
Kiedy nazywał swoją firmę Apple, Steve Jobs musiał przewidywać, że nazwa ta przyciągnie uwagę Apple Corps, spółki holdingowej założonej przez... Czytaj dalej
Walka o różową damę
Apple and Pear Australia (APA), australijski handlowiec i plantator jabłek i gruszek, wygrał niedawno tamtejszy spór dotyczący znaku towarowego... Czytaj dalej
Zła wiara nikomu nie służy
W świecie reklam, nowych marek i kolorowych logotypów czasem trudno odnaleźć się domyślić się, jak ochronić swoje prawa tak, aby nikt podstępnie nie... Czytaj dalej
Świat niezarejestrowanych znaków towarowych
22 stycznia 2015 r. International Trademark spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A. dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności... Czytaj dalej
Znaki odwilży na Kubie
Polityka zbliżenia z Kubą promowana przez administrację Obamy wywołała szał firm amerykańskich, planujących rejestrowanie swoich marek na... Czytaj dalej
prev
next

kancelaria patentowa

PnP#12 | USA wraca na Kubę

Kiedy nazywał swoją firmę Apple, Steve Jobs musiał przewidywać, że nazwa ta przyciągnie uwagę Apple Corps, spółki holdingowej założonej przez Beatlesów (tak, właśnie TYCH Beatlesów) pod koniec 1960 r. W 1978 r., dwa lata po rozpoczęciu działalności przez Apple Computer Jobsa, Apple Corps, właściciel wytwórni Beatlesów, Apple Records, pozwał komputerowego wizjonera, zarzucając mu  naruszenie praw do znaku towarowego.

W 1981 r. strony sporu zawarły ugodę, w ramach której Apple Computer miało nigdy nie wchodzić do przemysłu muzycznego. Nie trzeba dodawać, że ugoda ta nie przetrwała próby czasu. Spór zyskał nowe życie, kiedy Apple pokazało w 2003 r. swoje nowe dziecko, platformę  iTunes i trwał z różną intensywnością aż do 2007 r., kiedy to postanowiono, że Apple Inc, która po drodze usunęła "komputer" ze swojej nazwy, będzie właścicielem wszystkich znaków towarowych związanych z Apple i będzie licencjonować niektóre z nich z powrotem do Apple Corps, w tym logo Apple Corps zawierające przedstawienie jabłka odmiany granny smith.

Co ciekawe, album Beatlesów stał się wreszcie dostępny na iTunes dopiero w 2010 r., po wielu latach negocjacji. Jobs, wielki fan The Beatles, opisał całą tę „jabłkową sagę” jako długą i krętą drogę. Jako jedna z obecnie najbardziej wartościowych marek na świecie, Apple może sobie łatwo pozwolić na takie zakręty pod względem wykorzystania własności przemysłowej, ale jest w tym też lekcja dla reszty przedsiębiorców, nawet prowadzących swój biznes na znacznie mniejszą skalę. Tworząc swoją własną markę, od samego początku trzeba spojrzeć, w  którym miejscu może się ona znaleźć w przyszłości. Odpowiednie zadbanie o znak towarowy już na samym początku pomoże uniknąć ewentualnych przyszłych sporów czy nieprzyjemności. 

czwartek, 01 grudzień 2016 10:09

Zła wiara nikomu nie służy

W świecie reklam, nowych marek i kolorowych logotypów czasem trudno odnaleźć się domyślić się, jak ochronić swoje prawa tak, aby nikt podstępnie nie wykorzystywał renomy naszego oznaczenia firmy czy produktu. Środkiem prawnym, który służy takiej ochronie, jest znak towarowy. Rejestracja znaku towarowego daje możliwość ochrony praw jego właściciela przed nadużyciami innych przedsiębiorców. Nie wszyscy przedsiębiorcy chcą  jednak korzystać z oferowanych przez przepisy możliwości uczciwie. Niestety, zdarzają się przypadki, kiedy uczestnicy rynku próbują zgłaszać w odpowiednich urzędach znaki towarowe, kierując się złą wiarą. Trzeba jednak wiedzieć, że takie działania mogą skończyć się dla zgłaszającego bardzo nieprzyjemnie – nieuzyskaniem ochrony, a może i nawet procesem.

Za przykład takiego działania można podać dokonanie rejestracji w celu uniemożliwienia konkurentowi używania konkretnej nazwy, chociaż samemu tez nie ma się zamiaru z niej korzystać. Po takiej, pozytywnie zakończonej rejestracji – urząd nie musi przecież wiedzieć o zamiarach zgłaszającego – właściciel prawa może usiłować zmusić konkurencję, o której wie, że korzysta już z tego oznaczenia, do rezygnacji z jego używania, na podstawie posiadanego prawa ochronnego na znak towarowy. Ewentualnością może być „szantaż”, w postaci propozycji zawarcia wymuszonej umowy licencyjnej. Zdarzają się bowiem niestety zgłaszający dokonujący zgłoszenia znaku towarowego wyłącznie w celu polepszenia swojej sytuacji finansowej poprzez wymuszenie, nie mając rzeczywistej woli używania rzeczonego znaku. Chodzi tu o tak zwany „spekulacyjny znak towarowy” lub „blokujący znak towarowy”. Na świecie takie osoby są znane jako patent- czy trademark trollstrolle patentowe.

Oczywiście, w takim przypadku możliwa jest obrona swoich praw przez uczciwego przedsiębiorcę. Znaki zgłoszone w złej wierze można bowiem unieważnić, powołując się na naruszenie własnych praw. Wcześniejsze posiadanie tych praw trzeba jednak udowodnić, na przykład pokazując rozłożone w czasie dowody używania na rynku danego znaku towarowego. 

środa, 30 listopad 2016 16:35

Walka o różową damę

Apple and Pear Australia (APA), australijski handlowiec i plantator jabłek i gruszek, wygrał niedawno tamtejszy spór dotyczący znaku towarowego „Pink Lady”.  Sąd Apelacyjny w Victorii rozsądzał sprawę między APA, która zarządza marką „Pink Lady” w Australii i kilku innych krajach a amerykańską spółką Pink Lady Ameryka (PLA)  i 23 listopada 2016 r. wydał w niej wyrok.

Sąd uznał odwołanie wniesione przez APA w sprawie znaków towarowych „Pink Lady” używanych dla jabłek rosnących w Chile i eksportowanych do USA i innych miejsc. Obecnie PLA nie może więc używać oznaczenia „Pink Lady" zarejestrowanego w Chile.

APA i PLA zawarły początkowo umowę, w której PLA zgodziła się przenieść na APA własność praw do znaków towarowych „Pink Lady” zarejestrowanych w Chile, w zamian za wyłączną licencję na używanie znaku dla jabłek w USA. Sąd decydował, czy umowa ta obejmowała jedynie znaki towarowe wymienione w załączniku do niej, czy również „odświeżony” znak „Pink Lady”, który został zaakceptowany w 2008 roku przez International Pink Lady Alliance. IPLA to organizacja zajmująca się rozwijaniem i promowaniem marki jabłek „Pink Lady”.

Sąd pierwszej instancji uznał, że umowa obejmowała też odświeżoną wersję znaku towarowego, ponieważ APA i PLA miały świadomość, że znak został przyjęty przez International Pink Lady Alliance. Sąd apelacyjny uznał jednak, że sędzia popełnił błąd, uznając to podejście. Stwierdził, że  zakres umowy nie rozciąga się na odświeżony znak i jest ograniczona do znaków towarowych wymienionych w załączniku do niej. Sąd odwoławczy wskazał jednocześnie, że Pink Lady America nie ma prawa do korzystania ze znaków towarowych „Pink Lady” zarejestrowanych w Chile.

22 stycznia 2015 r. International Trademark spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A. dokonała w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) zgłoszenia unijnego graficznego znaku „eSmoking World”. Decyzją z 20 października 2014 r. ekspert odmówił dokonania rejestracji dla części zgłoszonych usług. International Trademark wniosła do EUIPO odwołanie od decyzji eksperta, w którym podnosiła, że element graficzny zgłoszonego znaku ma sam w sobie charakter odróżniający i wyrażenie „esmoking world” nie może zostać uznane za bezpośrednio opisowe dla rozpatrywanych usług oraz że fantazyjne połączenie elementów słownych i graficznych zgłoszonego znaku towarowego zwiększa jego zdolność odróżniającą. Jednocześnie, zgłoszenie zostało przeniesione na Chic Investments sp. z o.o. Piąta Izba Odwoławcza OHIM oddaliła odwołanie.

Izba Odwoławcza uznała, że litera „e” umieszczona przed elementem słownym „smoking” jest powszechnie używana jako prefiks w słowach takich jak „e-book” czy „e-cigarette” i oznacza „elektroniczny”. Ponadto stwierdziła ona, że wyraz „smoking” oznacza „palenie”, zwłaszcza papierosów. Wreszcie wskazała ona, że wyraz „world” oznacza „świat” w znaczeniu geograficznym lub w znaczeniu grupy podobnych rzeczy lub osób w jakiś sposób ze sobą powiązanych. W rezultacie Izba Odwoławcza doszła do wniosku, że jako całość wyrażenie „esmoking world” zostanie zrozumiane przez właściwy krąg odbiorców jako oznaczające „świat e-palenia”, czyli wszystko to, co wiąże się z papierosami elektronicznymi.

Sprawa trafiła przed Sąd UE, który wydał wyrok 29 listopada 2016 r. Z orzecznictwa wynika, że już minimum charakteru odróżniającego wystarczy do wyłączenia stosowania bezwzględnej podstawy odmowy rejestracji. Charakter odróżniający należy oceniać, po pierwsze, w stosunku do towarów lub usług, dla których znak towarowy został zgłoszony i po drugie, z uwzględnieniem sposobu postrzegania go przez właściwy krąg odbiorców.

Sąd wskazał, że zgodnie z orzecznictwem w przypadku wyrażeń słownych składających się z połączenia elementów ewentualny charakter opisowy może być badany po części dla każdego z tych elementów, rozpatrywanych odrębnie, jednak w każdym przypadku powinien zostać stwierdzony również w odniesieniu do tworzonej przez te elementy całości. W rezultacie w niniejszym wypadku kwestią rozstrzygającą jest to, czy wyrażenie „esmoking world” ma charakter opisowy względem rozpatrywanych towarów lub ich właściwości.

A zatem należy stwierdzić, że połączenie litery „e” i wyrazu „smoking” z wyrazem „world” nie wykracza poza sumę wskazówek, jakich słowa te dostarczają. Przeciwnie, wyrażenie „esmoking world” będzie rozumiane przez właściwy krąg odbiorców jako oznaczające „świat e‑palenia” i skłoni w konsekwencji do dokonania określonej interpretacji, obejmującej szeroki zestaw towarów i usług mających związek z papierosami elektronicznymi. Skarga została oddalona.

poniedziałek, 28 listopad 2016 10:37

Znaki odwilży na Kubie

Polityka zbliżenia z Kubą promowana przez administrację Obamy wywołała szał firm amerykańskich, planujących rejestrowanie swoich marek na wyspie.  Kubański Urząd Własności Przemysłowej (OCPI), agencja rządowa, która bada i rejestruje znaki towarowe, otrzymała do tej pory  w bieżącym roku ponad 1000 aplikacji rejestracji znaków towarowych, w tym dotyczących charakterystycznych znaków należących do amerykańskich firm.

To więcej niż podwojenie liczby wniosków otrzymanych w 2015 r. Liczba ta znacznie przekracza też statystyki sprzed ogłoszenia odwilży w stosunkach pomiędzy Hawaną a Waszyngtonem. Przykładowo, na dzień 17 grudnia 2014 r. tylko 78 marek amerykańskich zostało na Kubie zarejestrowanych podczas rocznego okresu, jak podaje raport agencji Reuters.

Mimo, że wiele amerykańskich firm zarejestrowało na Kubie swoje znaki towarowe, pomimo embargo trwającego od 1960 r., eksperci twierdzą, że ostatnie zmiany regulacyjne, aby rozwinąć współpracę z Kubą, wywołały zainteresowanie tamtejszymi możliwościami biznesowymi.

W 2015 r. wiele znanych marek, takich jak Netflix, Hershey i Twitter, złożyło wnioski o rejestrację swoich znaków towarowych na Kubie. Spółka General Motors zarejestrowała tam nazwy wielu swoich pojazdów, w tym oznaczenia „Camaro”, „Tahoe”, „Cruze” i „Buick”. Chrysler zrobił to samo z jego markami „Compass”, „Charger” i „Challenger”. Swoje znaki zarejestrowały też różne sieci amerykańskich restauracji, takie jak Outback Steakhouse, Chick-fil-A, Bonefish Grill i IHOP.

Wśród zgłoszonych jako znaki towarowe nazw wymienionych w ewidencji OCPI za rok 2016 są Disney, Taco Bell, Uber, Starbucks, Chevron, Domino, Bank of America, Apple i Microsoft. MGM Resorts International oraz kasyno Imperium Las Vegas złożyły wnioski o rejestrację swoich marek na Kubie w styczniu 2016 r. Instagram i Periscope zrobiły to samo w czerwcu, a Go Pro i Fossil  w sierpniu.

Niektóre marki medialne, w tym MTV, Showtime, Dish Network, Comcast, Bloomberg, CBS i Univision, również złożyły wnioski o rejestrację znaków towarowych na wyspie, gdzie telewizja jest własnością rządu i często nadaje amerykańskie filmy i programy bez płacenia za tantiemy.

Zobaczymy, jak sytuacja zmieni się teraz, po niedawnej śmierci Fidela Castro.

piątek, 25 listopad 2016 10:34

Kit Kat nie pomógł Nestle

Czy podwójne i poczwórne wafelki oblane czekoladą, czyli dwa rodzaje oferowanego przez Nestlé batona Kit Kat zasługują na objęcie je ochroną znaku towarowego, który może być efektywnie wykorzystywany do zabronienia innym producentom wprowadzania na rynek batoników o podobnym kształcie? Jak się okazuje, nie, przynajmniej w Singapurze. Tamtejszy sąd apelacyjny w wydanym pod koniec listopada 2016 r. orzeczeniu potwierdził oddalenie powództwa Nestlé przeciwko singapurskiej spółce Petra Foods, dotyczącego rzekomego naruszenia praw do znaku towarowego.

Nestlé posiada w Singapurze znaki towarowe obejmujące podwójną i poczwórną postać Kita Kata. Gigant na rynku artykułów spożywczych pozwał spółkę Petra Foods, która produkuje batony o podobnym kształcie, oferowane pod nazwą Take-It. Głównym zarzutem pozwu było naruszenie praw do znaku towarowego. W odwecie, Petra Foods wniosła o unieważnienie znaków Nestlé, na których oparte było powództwo. W 2014 r. znaki zostały unieważnione, zaś koncern Nestlé odwołał się od tego rozstrzygnięcia.

Teraz zakończył się kolejny etap sporu o charakterystycznie ukształtowane wafelki. Odwołanie Nestlé zostało oddalone. Sąd orzekł, że kształtowi produktu Nestlé brakowało samoistnego charakteru odróżniającego i nie uzyskał on charakteru odróżniającego w następstwie używania. O ile przeciętny konsument rozpoznaje kształt batona i wiąże go z Kit Katem, to jednak zdaniem sądu Nestlé nie udało się wykazać, że przeciętny konsument traktuje ten kształt jako gwarancję pochodzenia. Sąd w Singapurze orzekł, że na kształt batonów Kit Kat nie może być udzielone prawo ochronne, ponieważ kształt ten jest niezbędny do uzyskania określonego efektu technicznego. Taki kształt wafelków jest potrzebny  do ich wydajnej produkcji masowej.

czwartek, 24 listopad 2016 07:34

Instagram vs. Microsoft

Otaczający nas świat składa się w coraz mniejszej części ze słów, a w coraz większej – z obrazów. Proces ten zaczął się już dawno temu, kiedy radio zastąpiła telewizja, a teraz tylko się rozwija. Zamiast słów w wiadomościach tekstowych umieszczamy emotikony – uśmiechnięte lub smutne buzie, albo też bardziej skomplikowane, zabawne GIF-y. Coraz częściej chcemy również uwieczniać rzeczywistość w formie zdjęć i dzielić się nimi z innymi. Służą temu platformy społecznościowe, takie jak Facebook, Pinterest czy Instagram.

Ten ostatni wdał się ostatnio w wojenkę o znak towarowy z innym gigantem wirtualnego rynku – Microsoftem. Microsoft złożył w amerykańskim urzędzie patentowym wniosek o rejestrację znaku towarowego „Actiongram”. Zgłoszenie zostało złożone w czerwcu ubiegłego roku i obejmuje między innymi oprogramowanie komputerowe dla wizualizacji wirtualnej rzeczywistości czy integrację audio, wideo, tekstu, zdjęć, grafiki i plików multimedialnych. Plany na najnowszy znak Microsoftu nie spodobały się właścicielowi Instagrama. Spółka złożyła sprzeciw przeciwko rejestracji znaku „Actiongram”.

Instagram wskazuje, że takie brzmienie znaku Microsoftu może wprowadzać konsumentów w błąd, od kogo pochodzi tak oznaczony portal czy inna usługa, ze względu na podobieństwo obu oznaczeń – „Instagram” i „Actiongram”. Co więcej, w biznesie medialnym „Instagram” to bardzo rozpoznawalny znak towarowy, cieszący się dużą popularnością. Nowo zgłoszony znak może stwarzać wrażenie podobieństwa i połączenia gospodarczego z Instagramem. Jako że spory przed urzędami, również tymi zza oceanu, nie toczą się najszybciej, na rozwiązanie tego będziemy pewnie musieli poczekać do przyszłego roku.

środa, 23 listopad 2016 07:18

Lekarstwo czy alkohol?

Spółka Nelsons sprzedaje w Niemczech, w aptekach, preparaty sporządzone na bazie esencji kwiatowych, tak zwanych „esencji kwiatowych Bacha”. Wśród tych preparatów znajdują się produkty o nazwie „RESCUE”, które noszą oznaczenie „napój spirytusowy”, a ich zawartość alkoholu wynosi 27% objętości. Przed 1 stycznia 2005 r. spółka Nelsons sprzedawała w Niemczech preparaty będące przedmiotem postępowania głównego jako produkty lecznicze ze znakiem towarowym Unii Europejskiej „RESCUE”, który to znak był wówczas zarejestrowany dla produktów leczniczych. W 2007 r. spółka Nelsons zarejestrowała „RESCUE” również jako znak towarowy Unii Europejskiej dla żywności.

21 lutego 2008 r. Hanseatisches Oberlandesgericht Hamburg (wyższy sąd krajowy w Hamburgu) uznał, że preparaty sporządzone na bazie „esencji kwiatowych Bacha” nie stanowią produktów leczniczych, lecz żywność. W następstwie owego wyroku spółka Nelsons zaczęła sprzedawać w Niemczech preparaty będące przedmiotem postępowania głównego, nie zmieniając ich, już nie jako produkty lecznicze, lecz jako żywność.

Spółki Ayonnax Nutripharm i Bachblütentreff, które także sprzedają w Niemczech produkty sporządzone na bazie „esencji kwiatowych Bacha”, wniosły do Landgericht München I (sądu okręgowego w Monachium) o ustanowienie zakazu sprzedaży przez spółkę Nelsons preparatów sporządzanych na bazie takich esencji kwiatowych, ze względu na brak zezwolenia lub rejestracji owych preparatów zgodnie z przepisami dotyczącymi produktów leczniczych. Spółki zakwestionowały szereg komunikatów reklamowych spółki Nelsons oraz sposób, w jaki spółka ta przedstawiła na rynku niemieckim preparaty będące przedmiotem postępowania głównego. Zdaniem tych spółek, Nelsons promowała napoje alkoholowe, wskazując na ich korzystny wpływ na zdrowie lub brak zagrożenia dla zdrowia, co stanowi czyn nieuczciwej konkurencji.

Sąd nakazał spółce Nelsons zaniechać stosowania takich reklam oraz oddalił skargę w pozostałym zakresie, od czego odwołały się powodowe spółki do Federalnego Trybunału Sprawiedliwości w Niemczech. Sąd ten wskazał w szczególności, że jego zdaniem wyrażenia „RESCUE TROPFEN” i „RESCUE NIGHT SPRAY” stanowią „oświadczenia zdrowotne”. Znaczenie wyrazu „RESCUE” jest bowiem znane w docelowym kręgu odbiorców, w dzisiejszych czasach obytych z językiem angielskim. Wyraz ten wywołuje u zainteresowanych konsumentów wrażenie, że produkty będące przedmiotem postępowania głównego należy zastosować w celu „uratowania”, w wypadku gdy konsumenci ci mierzą się z pewnymi problemami zdrowotnymi. Tym samym istnieje związek między wyrażeniami „RESCUE TROPFEN” i „RESCUE NIGHT SPRAY” z jednej strony a poprawą stanu zdrowia z drugiej strony. Ze względu na wątpliwości niemieckiego sądu, sprawa trafiła przed Trybunał Sprawiedliwości UE, który wydał wyrok 23 listopada 2016 r.

Trybunał wskazał, że preparaty będące przedmiotem postępowania głównego, których skład nie został zmieniony, nie mogą lub nie mogły być jednocześnie „żywnością” i „produktami leczniczymi”. W konsekwencji, gdyby preparaty będące przedmiotem postępowania głównego stanowiły „produkty lecznicze”, nie byłyby objęte zakresem stosowania rozporządzenia w sprawie oświadczeń żywieniowych i zdrowotnych dotyczących żywności. Wskazane preparaty zostały przedstawione jako stanowiące w sposób obiektywny „żywność”. Trybunał wskazał, że towary będące przedmiotem sporu były oznaczane we właściwy sposób i oddalił skargę.

wtorek, 22 listopad 2016 13:41

Znak towarowy na powierzchni

Skarżąca w omawianym sporze, Birkenstock Sales GmbH, wstąpiła w prawa Birkenstock Orthopädie GmbH & Co. KG, na rzecz której w dniu 27 czerwca 2012 r. dokonano w Światowej Organizacji Własności Intelektualnej (WIPO) międzynarodowej rejestracji graficznego znaku towarowego w postaci pionowych i poziomych zachodzących na siebie fal. 25 października 2012 r. Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) otrzymał powiadomienie o międzynarodowej rejestracji rozpatrywanego oznaczenia.

21 listopada 2012 r. ekspert poinformował skarżącą o tymczasowej całkowitej odmowie przyznania temu znakowi towarowemu w Unii. Podstawą przywołaną na poparcie tej odmowy był brak charakteru odróżniającego. Potwierdziła to późniejsza decyzja EUIPO. Skarżąca wniosła odwołanie od tej decyzji, które zostało oddalone.

Izba Odwoławcza ustaliła w szczególności, że omawiane oznaczenie przedstawia falowane linie, które zachodzą na siebie pod kątem prostym i układają się w powtarzającą się sekwencję, która może rozciągać się w czterech kierunkach kwadratu, a zatem może być stosowana na każdej powierzchni dwu- lub trójwymiarowej. Omawiane oznaczenie zostanie zatem natychmiast uznane za przedstawienie motywu zdobniczego. Izba Odwoławcza wskazała ponadto, że powszechnie wiadomo, iż powierzchnie towarów lub ich opakowania są zdobione motywami z różnych powodów, głównie w celu poprawienia ich estetyki lub też sprostania wymogom technicznym.

Sprawa trafiła do Sądu UE, który wydał wyrok 9 listopada 2016 r. Sąd wskazał, że zgodnie z utrwalonym orzecznictwem kryteria oceny charakteru odróżniającego trójwymiarowych znaków towarowych tworzonych przez wygląd samego towaru nie różnią się od kryteriów stosowanych do innych kategorii znaków. Jednakże przy stosowaniu tych kryteriów należy uwzględnić okoliczność, że charakterystyczny dla przeciętnego konsumenta sposób postrzegania niekoniecznie będzie taki sam w przypadku trójwymiarowego znaku towarowego, odpowiadającego samemu wyglądowi zewnętrznemu towaru, jak w przypadku znaku słownego lub graficznego, którym jest oznaczenie niemające związku z wyglądem oznaczonych nim towarów.

Tylko taki trójwymiarowy znak towarowy pokrywający się z wyglądem samego towaru, który w sposób znaczący odbiega od normy lub zwyczajów danego sektora i w związku z tym może pełnić podstawową funkcję wskazywania pochodzenia, nie jest pozbawiony charakteru odróżniającego.

Należy ponadto zauważyć, że w toku postępowania administracyjnego i w swoich pismach procesowych przed Sądem skarżąca wskazała, że używała oznaczenia od ponad 40 lat. Zapytana o to używanie na rozprawie skarżąca przyznała, że używanie to polegało na stosowaniu omawianego oznaczenia na zewnętrznych podeszwach obuwia i że motyw pokrywał całość powierzchni. Takie używanie odpowiada używaniu tego oznaczenia jako wypukłego motywu zdobniczego. Argumentacja skarżącej nie jbyła spójna w zakresie, w jakim twierdzi ona z jednej strony, że międzynarodowy znak towarowy stanowi „zwykły” graficzny znak dwuwymiarowy, a nie motyw zdobniczy, zaś z drugiej strony, że używanie tego oznaczenia na zewnętrznych podeszwach obuwia, mianowicie jako wypukłego motywu zdobniczego, stanowi używanie znaku towarowego. Skarga została oddalona.

poniedziałek, 21 listopad 2016 22:44

Czarne chmury dymu nad Dymarkami Świętokrzyskimi

Chociaż późnojesienna pogoda nie zachęca do wychodzenia z domu, to czasem każdy ma ochotę na trochę zabawy na świeżym powietrzu. Dymarki Świętokrzyskie to impreza plenerowa odbywająca się co roku w Nowej Słupi u stóp Łysej Góry. Jej główny element stanowi prezentacja procesu wytopu żelaza w starodawnych piecach dymarskich – dymarkach. Teraz wokół imprezy dla miłośników historii zbierają się czarne chmury – i nie jest to bynajmniej dym z dymarek.

O nazwę „Dymarki Świętokrzyskie” trwa obecnie może jeszcze nie spór, ale na pewno niedomówienie ze względu na kwestie finansowe. Te ostatnie związane są zaś z prawem do nazwy imprezy, zarejestrowanej jako znak towarowy na rzecz Świętokrzyskiego Stowarzyszenia Dziedzictwa Przemysłowego, byłego współorganizatora święta pieców. Ostatnio organizuje je jednak wyłącznie gmina Nowa Słupia. Za wykorzystanie nazwy „Dymarki Świętokrzyskie” gmina płaciła do tej pory Stowarzyszeniu – według jej twierdzeń – corocznie 200 tysięcy złotych. Więcej jednak gmina płacić nie zamierza i w przyszłym roku ma plan zorganizować takie samo wydarzenie, jednak pod inną nazwą – „Dymarki w Nowej Słupii”. Władze Świętokrzyskiego Stowarzyszenia Dziedzictwa Przemysłowego rozpytują zaś podobno wśród innych gmin, czy któraś z nich nie chciałaby – oczywiście za odpowiednią opłatą – zorganizować Dymarek Świętokrzyskich pod oryginalną nazwą.

Gminie Nowa Słupia nie podoba się horrendalny koszt wykorzystywania nazwy święta historycznych pieców, ze względu na jej rejestrację jako znak towarowy na rzecz innego podmiotu. Co ciekawe, Stowarzyszenie twierdzi, że kwota wskazana w umowie licencyjnej dotyczącej znaku nigdy nie była tak wysoka i Nowa Słupia nie płaciła aż 200 tysięcy. Pomimo to, nie wskazało konkretnej, „prawdziwej” kwoty.

W kwestii organizacji Dymarek Świętokrzyskich obie strony konfliktu pozostają chwilowo w pacie. Mediować między nimi chce marszałek województwa świętokrzyskiego, które również inwestuje w organizację tego święta.

Strona 1 z 106